Legolas
GotLink.plwciąż dalej się rozlewają, wciąż dalej. - Ależ wieki minęły od tamtej bitwy powiedział Sam. Umarli nie mogą naprawdę być po dziś dzień tutaj. To chyba jakieś złe czary Krainy Cienia? - Kto wie? Smeagol nie wie powiedział Gollum. Nie można ich dosięgnąć, nie można ich dotknąć. Próbowaliśmy
zasnął natychmiast. Gollum jak gdyby wyzbył się strachu. Zwinięty w kłębek, ułożył się do snu nie pytając o nic więcej. Oddychał z lekkim poświstem przez zacięte żeby, leżał jednak nieruchomo jak głaz. Sam zląkł się po chwili, że regularne oddechy towarzyszy ukołyszą jego także do snu, więc wstał i zaczął
natknął się na niego w ciemności. Frodo stał zatopiony w myślach, wpatrzony w blade światełka. Rece trzymał sztywno opuszczone wzdłuż ciała, kapało z nich błoto i woda. - Panie Frodo, chodźmy rzekł Sam. Nie wolno na nie patrzeć, Gollum mówi, że nie wolno. Musimy trzymać się Golluma i nie
odparł Frodo sennym głosem. Ale ja także coś widziałem. W stawach, kiedy się świece palą. Głęboko, głęboko pod czarną wodą widać wszędzie blade oblicza. Widziałem. Twarze posępne, złe, inne zaś szlachetne i smutne. Wiele dumnych i pięknych, wodorosty wplątały się w ich srebrzyste włosy. Ale wszystkie martwe, rozkładające
wyrzuty, lecz pocieszył się myślą, że Frodo, jak się okazało, miał słuszność: na razie Gollum nie był niebezpieczny. Bądź co bądź obaj hobbici żyli i nikt im we śnie gardeł nie poderżnął. - Biedaczysko! powiedział z niejakim zawstydzeniem. Ciekawe, gdzie się podziewa? - Niedaleko, niedaleko! odpowiedział mu głos z
się, nie jestem jednak pewny, jak głęboko ta zmiana sięga. W gruncie rzeczy myślę, że nie ma powodu do obaw, przynajmniej tymczasem. Czuwaj, jeśli chcesz. Pozwól mi przespać dwie godziny, nie więcej, a potem mnie obudź. Frodo był tak zmęczony, że zanim skończył mówić, głowa już mu opadła na piersi i
to nie tyle dla odpoczynku, ile przez wzgląd na Golluma, bo tutaj już i on musiał być bardzo ostrożny, i często wahał się długą chwilę nad wyborem drogi. Znaleźli się w samym sercu Martwych Bagien i w zupełnych ciemnościach. Szli wolno, pochyleni, jeden tuż za drugim, naśladując pilnie każdy ruch