Władca

Legolas

GotLink.pl

przez trzęsawisko. Noc zapadła głęboka, nawet powietrze wydawało się czarne i tak gęste, że zapierało dech w piersiach. Gdy zjawiły się światełka, Sam przetarł oczy, podejrzewając, że mu się coś przywidziało ze zmęczenia. Najpierw kątem lewego oka zobaczył jedno światełko, bladozielony ognik, który zgasł zaraz w oddali; potem wszakże rozbłysły nowe,

to nie tyle dla odpoczynku, ile przez wzgląd na Golluma, bo tutaj już i on musiał być bardzo ostrożny, i często wahał się długą chwilę nad wyborem drogi. Znaleźli się w samym sercu Martwych Bagien i w zupełnych ciemnościach. Szli wolno, pochyleni, jeden tuż za drugim, naśladując pilnie każdy ruch

– powiedział ze zgrozą. – Trupie twarze! Gollum roześmiał się. - Tak, tak, Martwe Bagna, przecież tak się nazywają! – zaskrzeczał. – Nie trzeba w nie zaglądać, kiedy się świece palą. - Kto tam jest? Co? – pytał Sam dygocąc i odwracając się do Froda, który stał teraz tuż za nim. - Nie wiem

tutaj wielka bitwa, opowiadano o niej Smeagolowi, kiedy był mały, kiedy byłem mały, zanim skarb się znalazł. Wielka bitwa. Duzi ludzie, miecze, straszliwe elfy, wrzask orków. Bili się na równinie pod Czarną Bramą przez długie dni, przez całe miesiące. Ale od tamtych czasów moczary rozlały się szerzej i pochłonęły groby;

pięknym światem, którego fundament stanowiły olśniewające białe obłoki, lecz tu, w dole, wędrowcy dostrzegali jedynie wyblakłe, nikłe, bezbarwne światło, nie dające ciepła. Gollum wszakże krzywił się i kulił nawet przed tak wątłym dowodem obecności słońca. Wstrzymał pochód, przycupnęli na odpoczynek niby małe, zaszczute zwierzątka na skraju wielkiej, brunatnej kępy sitowia.

do hobbitów, oblizując wargi. - Teraz mi lepiej – powiedział. – Czy wypoczęliśmy? Czyśmy gotowi do drogi? Dobre hobbity, spały smacznie. Ufają Smeagolowi, prawda? To dobrze, to bardzo dobrze. Następny etap marszu podobny był do poprzedniego. W miarę jak się posuwali, wąwóz stawał się coraz płytszy, zbiegał w dół coraz łagodniej. Dno

robaki w kałużach. Mnóstwo stworzeń, paskudnych stworzeń. Ale ptaszków nie ma – zakończył żałośnie. Sam spojrzał na niego z obrzydzeniem. Tak minął trzeci dzień wędrówki hobbitów z Gollumem. Zanim w szczęśliwszych krajach wydłużyły się wieczorne cienie, ruszyli dalej; posuwali się wytrwale naprzód, rzadko i na krótko zatrzymując się w marszu, a i

przez trzęsawisko. Noc zapadła głęboka, nawet powietrze wydawało się czarne i tak gęste, że zapierało dech w piersiach. Gdy zjawiły się światełka, Sam przetarł oczy, podejrzewając, że mu się coś przywidziało ze zmęczenia. Najpierw kątem lewego oka zobaczył jedno światełko, bladozielony ognik, który zgasł zaraz w oddali; potem wszakże rozbłysły nowe,